20190504

ISLANDERS




Jest rok 2158. Moje społeczeństwo zaczęło formułować się ponad sto lat temu. Przodkowie stając w obliczu nasilającej się nienawiści
i panoszącego się nacjonalizmu postanowili stworzyć miejsca, które funkcjonować będzie na zgoła innych zasadach niż te, które rządziły ówczesną rzeczywistością. Z opowieści wiemy, że początki były trudne, m.in. dlatego, że idea im przyświecająca była niejasna. Każdy będzie zajmował się tym, co sprawia mu przyjemność, jednocześnie troszcząc się o zbiorowość. Najważniejszym elementem spajającym to nowe społeczeństwo miała być empatia. Odrzucili hierarchię, kapitalizm, ideę narodu, przywileje przynależne danym grupom społecznym. Zrezygnowali z utartych wzorców, które w ich odczuciu zinstytucjonalizowały system dominacji.
Jednakże nie odrzucili wszystkiego. Została edukacja, medycyna, nauka, sport, sztuka, wiele innych. Transformacja różniła się procesem socjalizacji społeczeństwa, który przebiegał w kierunku przeciwnym do hierarchicznego.

RODZINA
Na początku skupiono się głównie na zwalczaniu dominacji. Rodzina przestała być oparta na hierarchii. Nie wspiera patriarchalnego modelu, które legitymizowało swoją rację bytu na przemocy i kontrolę wobec swoich obywateli. Ludzie skupili się na tym, aby rodzina stała się strukturą oparta na empatii. Zwalczano jej opresyjny charakter, który utrwalał różnicę płci czy dyskryminował wzorce odmienne od heteronormatywnych.
Dzieci nie stoją niżej niż dorośli, kobiety nie są niżej niż mężczyźni. Rodziny heteronormatywne nie są ważniejsze, ale nie są też dyskryminowane. Dziś dzieci nie są uczone sztucznego podziału ról w oparciu o płeć biologiczną i nie tylko kobiety zajmują się wychowywaniem dzieci. Robią to również inne osoby. Zazwyczaj dziećmi opiekujemy się kolektywnie. Rodzice mogą oddać potomstwo na kilka godzin, bądź współuczestniczyć w opiece. Według naszych badań opieka jednego rodzica, bądź dwójki powodują zbytnią izolację od reszty społeczeństwa. Dzięki wspólnotowemu wychowywaniu rodzice nie są osamotnieni, a odpowiedzialność nie spada na jednostki. Dzieci natomiast mają ciągły kontakt z różnorodnością, są bezpieczne i uczą się, że są częścią społeczności większej niż rodzina nuklearna. Ponadto osoby starsze i bezdzietne mogą uczestniczyć w życiu najmłodszych. Dzięki temu zapewniamy miłość, równowagę, poczucie bezpieczeństwa także osieroconym dzieciom. Osoby bezdzietne natomiast jeśli chcą uczestniczyć w procesie wychowywania dzieci, mogą robić to w pełni swobodnie. Osoby starsze także uczestniczą
w życiu społeczności, biorą udział w wychowywaniu dzieci. Są naszym świadectwem zmian, dlatego uczymy się od nich, aby nie popełniać tych samych błędów. Starsi – na ile jest to możliwe, mieszkają razem i opiekują się sobą nawzajem. Nie jest to jednak odizolowanie starszych od reszty społeczeństwa i nie są oni zdani sami na siebie. Są częścią społeczeństwa, o którą dbamy tak jak o innych naszych członków.

KOOPERATYWY SPOŻYWCZE
Zmiany w funkcjonowaniu i postrzeganiu rodziny były przeprowadzane równolegle do zmian na innych polach - społecznych i gospodarczych. Odrzucenie idei kapitalizmu było niezwykle trudne. Ludziom ciężko było przestawić się na model promujący redystrybucję i jednoczesne radykalne odrzucenie kumulacji. U nas popularne są spółdzielnie spożywcze. Czym jest kooperacja? Najprościej oznacza to „połączone działania”. Innym aspektem spółdzielczości jest fakt, że ci którzy „konsumują” są również wytwórcami, w związku z czym pompowanie cen, czy obniżanie płacy są wyeliminowane. Innymi słowy: cel producenta nie jest nadrzędny nad celem konsumenta – odwrotnie niż
w kapitalizmie. Nasze działania są wyzbyte chorej rywalizacji, która cechuje działania globalnego kapitalizmu. U nas wymiana i konsumpcja są zorganizowane dla społeczności konsumentów, a nie dla zysku. Właściwie do minimum zostali wyeliminowani pośrednicy handlowi.
U was liczba pośredników, a co za tym idzie koszty, które się z tego tytułu ponosi są zbyt duże w stosunku do dostarczanych dóbr. Działamy na zasadzie: pomocy wzajemnej i każdemu według potrzeb – jest to możliwe dzięki wysokiej empatii społecznej, a także nakierowaniu uwagi na konsumentów, a nie producentów, którym zazwyczaj zależy na tym, aby sprzedawać z jak największym zyskiem – niezależnie od jakości sprzedawanego towaru. Nasze kooperatywy spożywcze mają za cel zaspokojenie potrzeb naszych członków, czyli członków naszych społeczności , a takie coś jak przychód osób uprzywilejowanych z racji ich posiadanych bogactw nie istnieje.
Zaczęliśmy swoją działalność od utworzenia kolektywnego funduszu,
z którego zakupiliśmy sprzęty, ziarna i wszystko to czego nie mieliśmy, a co było nam potrzebne aby rozpocząć swoją działalność. Zbiory zostają rozdzielone wedle potrzeb członków kooperatywy, a to co zostaje jest przetwarzane i rozdzielane dalej lub stanowi element wymiany z innymi kooperatywami. Sprzęt należy do wszystkich członków kooperatywy. Posiadamy też spółdzielnie mieszkaniowe, ubezpieczeniowe, turystyczne itd.

ZDROWIE PSYCHICZNE
Obszar, który zajmujemy jest niewielki , ale nasze społeczeństwa są niezwykłe. Po latach przywiązywania znacznej uwagi do empatii, zaczęły pojawiać się pierwsze rezultaty. Mówiąc społeczność mam na myśli nie tylko ludzi i zwierzęta. Mowa tu o wszystkim co nas otacza – o roślinności, ziemi, wodzie i wszystkich przedmiotach. Do wszystkiego i wszystkich mamy szacunek.
Czym jest ta empatia? To proces poznawczy i emocjonalny - emocjonalna zdolność do odczuwania tego co czują inni oraz kognitywne rozumienie uczuć i stanów umysłu innych. W praktyce oznacza to, że nie tylko rozumiesz kogoś, ale także CZUJESZ to co inni. Emocje (wzruszenie, żal, radość) i fizyczne doznania - ból, zimno, ciepło itd. Przyznaję - niejednokrotnie jest to męczące, ale dzięki temu wiemy, że niezależne JA - nie istnieje.
Przychodzimy na świat z głośnym płaczem, całkowicie bezradni
i zdani na czyjąś całodobową troskę i opiekę. Dojrzewamy w ślimaczym tempie i musi minąć wiele, wiele lat, zanim zaczniemy nabierać czegoś na kształt dorosłych kompetencji. Bez wątpienia ta kosztowna, a zarazem bardzo ryzykowna inwestycja musi w pewnym momencie przynieść jakiś ogromny zysk. Istotnie tak się dzieje, a zysk ten nosi nazwę kultury. Na kulturę składają się ogromne zbiory skomplikowanych umiejętności i wiedza, którą ludzie przekazują sobie na dwa podstawowe sposoby – za pomocą języka i naśladownictwa. Bylibyśmy niczym, gdyby nie nasza niemal perfekcyjna zdolność naśladowania innych. Zdolność patrzenia na świat z perspektywy innej osoby jest konieczna również do konstruowania umysłowego modelu złożonych myśli i zamiarów drugiej osoby. Wreszcie, prawdopodobnie dzięki umiejętności naśladowania, wykształciły się, przynajmniej częściowo,pewne aspekty samego języka – zasadniczego nośnika przekazu kulturowego”. To cytat z książki V.S Ramachandrana, napisanej w 2011 roku. Jedną z myśli, którą my przekazujemy to akceptacja neuroróżnordności. Znieśliśmy stare podziały: pacjent – lekarz, ponieważ uważamy, że taki podział jest hierarchiczny
i odbiera podmiotowość „pacjenta”. Na początku skupialiśmy się, aby leczyć osoby z nabytymi nieneurotypowościami. Dzisiaj, po stu latach widzimy, że niektóre formy depresji, nerwice, zespół stresu pourazowego itd. czyli wszystkie nabyte nieneurotypowwości właściwie przestają występować jeśli społeczeństwo jest oparte na empatii, współodczuwaniu, kolektywizmie. Oczywiście inaczej ma się sprawa z osobami z wrodzoną nieneurotypowością jak np. autyzm, zespół Aspergera, zaburzenia psycho-ruchowe itd. Psychiatria ma się świetnie, ale zbudowana na szacunku i uznaniu podmiotowości osoby nieneurotropowej powoduje, że proces leczenia przynosi znaczne, bo aż o 70% lepsze rezultaty. Oczywiście występują w naszej społeczności także niepełnosprawności ruchowe czy brak zdolności widzenia itd. Nie oznacza to, że osoby cierpiące z tych powodów nie odczuwają u nas skutków swojej niepełnosprawności... Po prostu poprzez wysoko rozbudowaną empatie budujemy miasta tak, aby były przystępne dla każdego.

PRACA
Lubię swoją pracę i nie spędzam więcej niż 3 godziny dziennie. Jest to zdecydowanie wystarczający wkład, aby społeczność w której żyję
w pełni czerpała z moich umiejętności. Proces socjalizacji jest związany z naszą wrażliwością. Nikt nie potrzebuje kumulować dóbr. Raczej chodzi o dystrybucję swoich umiejętności, tak aby w jak najlepszym stopniu służyć społeczności.
Wczoraj miałam spotkanie w pracy. Pracuję w niewielkiej spółdzielni, bo jest nas ok 80 osób. Zajmujemy się energią odnawialną. Spotkanie zostało zorganizowane przez komórkę, która odpowiedzialna jest za cały sprzęt – od przyjmowania energii, po jej kumulację
i rozsyłanie. Ich zadaniem jest stosowanie materiałów jak najmniej szkodliwych i jak najtrwalszych. Wkrótce czekają nas zmiany
w technologii, dlatego takie zgromadzenia zdarzają się dość często. Udział w nich biorą wszyscy: pracownicy fizyczni i umysłowi. Zgromadzenia mają różny charakter: są to spotkania ogólne (tak jak to ostatnie), narady oddziałów; koordynatorów, itd. Czasami są organizowane dni dyskusyjne – wówczas praca ograniczona jest do minimum i w mniejszych grupach prowadzone są dyskusje. W tych strukturach rozpatrywane są wszystkie decyzje dotyczące produkcji
i polityki. Jedynym autorytetem są zgromadzenia i jedynym priorytetem dobro ogółu (nie tylko naszej spółdzielni, ale całej naszej społeczności). O tym co będzie, a co nie będzie zrobione nie rozstrzyga koordynator czy sekretarz tylko ogół pracowników podczas tych spotkań. U nas w społeczeństwie nie ewangelizujemy pracy. Wychwalamy odpoczynek. Czas wolny któremu się poświęcamy wzbogaca nasze życie umysłowe i duchowe. Mamy czas na przyjaźnie, spotkania towarzyskie, obcowanie z naturą, zabawę i czyste lenistwo (które ja osobiście kocham) – wszystko wedle indywidualnej potrzeby. Są tacy, którzy lubią pracować w czasie wolnym - majsterkować, robić doświadczenia, uprawiać sztukę czy cokolwiek ktokolwiek lubi. Wiem co mówili „najwięksi” waszego świata – że przestępczość „z nudy” wzrośnie, że ludzie będą pragnąć pracy, że będzie ona zarezerwowana tylko dla elit. Nie. Tak to nie działa. Ludzie to niezwykle kreatywne jednostki, niezwykle towarzyskie. Przez te kłamstwa waszych władców skracanie czasu pracy zakończyło się w latach 80 XX wieku, a wzrost gospodarczy nie przekładał się na zwiększenie czasu wolnego. Co się natomiast działo? Zwiększył się konsumpcjonizm, ilość posiadanych rzeczy i dysproporcja między najbogatszymi
i najbiedniejszymi. Najtragiczniejsze jest to, że czas pracy u was właściwie się wydłużył. Zarobki nie są za to proporcjonalnie większe. W głównej mierze pompowane były kieszenie najbogatszych, „zwykli” ludzie pracują niejednokrotnie na śmieciowych umowach. „Pracodawcy” zatrudniają finansistów, którzy patrzą na jak najszybszy i największy zysk kosztem pracowników – fabryki przenoszone są do najuboższych krajów, cześć ludzi traci dochód na życie, część pracuje za głodowe stawki a „właściciele” korporacji prywatnie latają na księżyc. Zadziwiające jest to, ze u Was właściwie oddzielenie czasu pracy od czasu wolnego przestało istnieć. Poprzez nowe technologie kadra kierownicza nadzoruje działania pracowników z każdego miejsca na ziemi i robi to nawet przez 90 – 100 godzin tygodniowo! Reszta „zwykłych” pracowników, poprzez smartfony wydłuża swój czas pracy o około 15 godzin tygodniowo.


W nasze społeczności wciągane są kolejne osoby. Co raz więcej ludzi „ucieka” i tworzy swoje wyspy, których są już tysiące. Reorganizują swoje społeczności, tworzą swoje kooperatywy, odrzucają opresyjną kulturę. Naszym celem nie jest krwawa rewolucja, która miałabym obalać władzę. Nasza rewolucja to zmiany w świadomości, to dobitne odczuwanie, to podważanie tego co dotąd było uznawane za normę.